Mcheta Mtskheta and Jvari Dżwari

Mój ulubiony szlak w okolicach Tbilisi, bez względu na porę roku. Ma w sobie wszystko co cenię w czasie krótkiego wypadu za miasto. Przede wszystkim dojazd jest rewelacyjny, krajobrazy zachwycają i są różnorodne, przyroda urzeka zmiennością środowisk, i co najważniejsze całość daje wytchnienie od miejskiego zgiełku. Jakby tego było mało szlak ten pozwala dotrzeć do licznych zabytków, z których najstarsze pochodzą z czasów starożytnej Gruzji. Można połączyć przejście nim ze zwiedzaniem Mchcety i Dżwari.

 

[table responsive=”yes”]
Start:  Armazi-Bagineti (450 m n.p.m.)
Koniec:restauracja Armazis Tskaro (470 m n.p.m.)
Długość: 6,8 km 
Czas przejścia w obie strony:6 godziny
Rodzaj szlaku:tranzyt
Suma podejść:630 m
Suma zejść:610 m
Najwyższy punkt:955 m n.p.m. 
Najniższy punkt:450 m n.p.m.
Optymalny sezon:lipiec – listopad
Stopień trudności:średniotrudny
[/table]

Ciągnący się na obrzeżach Mcchety Grzbiet Bagineti urzekł mnie pewnej sierpniowej nocy w 2001 r.  Na stacji Mccheta wyczekiwałem kilka godzin na pociąg z Tbilisi do Achalciche. Wokoło szalała burza a pioruny raz po raz uderzały w wierzchołki tego grzbietu i zjawiskowo oświetlały jego skaliste ściany opadające urwiskami na północ. Cóż za widoki! Jednak dopiero 12 lat później po raz pierwszy wybrałem się na trek, który pozwolił mi przejść po szczytach Grzbietu Bagineti. Było naprawdę warto i dlatego postanowiłem opisać swój autorski szlak Armazi-Bagineti – Armazischewi.

To doprawdy niesamowite, że niespełna kilometr (w linii prostej) od historycznego centrum Mcchety, odwiedzanej codziennie przez tysiące turystów, można znaleźć spokój i ciszę na łonie gór. Po drugiej stronie rzeki Mtkwari startuje szlak, który po raz pierwszy przetarłem w listopadzie 2013 r.  Ciężko spotkać na nim kogokolwiek, zwłaszcza na pierwszym czterokilometrowym odcinku, który biegnie po Grzbiecie Bagineti. Dotyczy to zarówno lata, jak i tym bardziej miesięcy mało turystycznych. Nie dziwię się już tak bardzo kiedy po raz enty wypytuję o tę trasę panie z punktu informacji turystycznej w Mcchecie (dla ciekawości często to robię) i za każdym razem, zamiast słyszeć odpowiedzi, widzę bezradne wzruszanie ramionami. Ale nie ma tego złego… Przecież dzięki niewiedzy turystów oraz brakowi informacji i zagospodarowania terenu ze strony miejscowych, ja mogę nadal cieszyć się kameralnym trekkingiem na obrzeżach Mcchety (Mtskhety). Może zmieni się to pod wpływem niniejszego wpisu…

Przygotuj się na wiele emocji podczas tych kilku godzin wędrówki. Zapewnią je spacery wzdłuż urwiska a potem pokonywanie progów skalnych (wodospadów) w czasie chodzenia po dnie strumienia. Raz musisz zwalczać w sobie lęk wysokości, a na innym etapie wprost przeciwnie – przyjdzie Ci się zmierzyć z nastrojami klaustrofobicznymi. Ciężko mi wskazać inną trasę w Gruzji, która byłaby tak różnorodna na niecałych 7 km.

Rodzaj i stopień trudności

Jeśli miałbym określić jednym mianem cały szlak to musiałbym użyć słowa “średniotrudny”. Głównie za sprawą progów skalnych w korycie strumienia Armazisckali, odcinkom biegnącym po strumieniu i miejscowej ekspozycji. Jednak możesz ograniczyć trasę w taki sposób, by uniknąć największych wyzwań. Oznacza to jednak podzielenie szlaku na dwa niezależne przejścia – jedno od dołu do ruin Armaziciche, a drugie od początku trasy do koryta potoku Armazisckali.

Optymalny sezon

Trasę można uznać za całoroczną. Jednak wiosną (marzec – czerwiec), odcinek biegnący dnem strumienia Armazisckali (Armazitskali), powyżej ruin twierdzy Armaziciche, może być groźny a nawet nie do przebycia, ze względu na nagłe wezbranie spowodowane gwałtownym tajaniem śniegu lub intensywnym opadem (wiosna to najwilgotniejszy okres roku we wschodnich regionach Gruzji).

W porze ciepłej musisz szybko zejść z grzbietu jeśli usłyszysz grzmoty. Pioruny nader często uderzają w skały i drzewa eksponowane na grzbiecie pomiędzy początkiem szlaku a świątynią świętej Nino. Najlepszy czas na to jesień. Pogoda stabilniejsza, strumień Armazisckali praktycznie wysycha a  krajobrazy skąpane są w ciepłych barwach.

Dojazd do Armazi-Bagineti

Na początek szlaku najłatwiej dojechać marszrutką z Tbilisi. Bilet jest tani (kilka lari) a kursów sporo. Możesz wsiąść na dworcu Didube lub zatrzymać pojazd po drodze. Najważniejsze to nie przegapić miejsca wysiadki. Znajduje się ono niewiele za zakrętem, przy niebieskiej tablicy wskazującej wykopaliska Bagineti. Inna opcja, ale droższa (do 30 lari) to przejazd taksówką. Nie licz na to, że kierowca będzie wiedział gdzie ma się zatrzymać, wiec samemu wypatruj tablicy i krzyknij “gaaczeret”, gdy zobaczysz to miejsce.

Wyjazd z Armazi

Najłatwiej  zatrzymać którąś z marszrutek lub licznych taksówek jadących w kierunku Tbilisi. Możesz również przejść się szosą do stacji kolejowej Mccheta lub Armazi. Pociągi do stolicy jeżdżą co godzinę. Końcowy punkt szlaku leży w odległości 1,2 km od stacji kolejowej Armazi.

Zabytki

Odwiedzisz pozostałości starożytnego kompleksu pałacowego Armazi-Bagineti, ruiny antycznej warowni Armaziciche, a także kilkusetletni kościół św. Nino i opcjonalnie klasztor  Gacmendili (Armazi).

Opis szlaku

Rozpoczynasz przy szosie biegnącej z Tbilisi do Mcchety i dalej na Gori (po południowej stronie rzeki Mtkwari (Kury). Przy tablicy wskazującej na ruiny kompleksu królewskiego Armazi-Bagineti odbijasz na południe i szybko dochodzisz do zabytków. Na tym etapie spotkasz zarówno tablice informacyjne oraz porządnie zrobione schody. Ruiny nie są zbyt okazałe, ale dość interesujące. Ponadto rozpościera się stąd ładny widok na widły rzek Mtkwari i Aragwi oraz klasztor Dżwari.

Teraz patrzysz na zachód, w kierunku pierwszego wierzchołka Grzbietu Bagineti. Idziesz po prawej stronie ogrodzenia i klucząc między kępami kolczastych krzewów suniesz w miarę prosto na ów szczyt. Wejście nań poprzedza dość strome podejście po trawiastym stoku. Z wierzchołka roztacza się piękna panorama obejmująca Mcchetę, Dżwari i połączenie dwóch rzek różniących się barwą wód (Aragwi – zielonkawe, Mtkwari – szare).

Kolejne 2,5 km to wędrówka po osi Grzbietu Bagineti. Po prawej (północnej) stronie masz skalne urwisko i świetne widoki na dolinę Mtkwari. Po lewej stoki są trawiaste i łagodnie nachylone. Jeśli chcesz zwiększyć poczucie bezpieczeństwa możesz odbić bardziej w lewo. Miejscami wydaje się, że istnieje ścieżka. Jest nawet kilka znaków w polskich barwach narodowych, które namalowano farbą. To tylko pozory przygotowanej trasy. Czasami trzeba przedzierać się przez kępy niskich drzew i krzewów.

Po przejściu 2,5 km od Armazi-Bagineti docierasz do skalistego szczytu, za którym grzbiet opada w głęboką przełęcz. Za nią widać najwyższy szczyt trasy. Porasta go gęsty las a na samej górze stoi niewielki kościółek p.w. św Nino. Ze szczytu kieruj się na przełęcz. Najpierw idziesz po pastwisku a następnie ścieżką przez grądowy las. Cały czas blisko osi grzbietu. Wkrótce dochodzisz do drogi gruntowej. Skręcasz w prawo, pod górę i po kilku minutach jesteś na najwyższym punkcie szlaku, na którym stoi kościół św. Nino. Budynek nie jest zbyt okazały a w dodatku przeważnie jest zamknięty na głucho. Na dość płaskim szczycie buduje się kolejna świątynia, więc możliwe, że spotkasz ludzi.

Za wejściem na szczyt z kościołem przemawiają głównie wspaniałe widoki na przebytą drogę, dolinę Mtkwari, stoki sąsiedniego grzbietu z klasztorami Sziomgwime oraz – co najważniejsze – na dolinę Armazisckali i ukrytą w niej twierdzą Armazisciche.

Nie powtarzaj mojego błędu sprzed lat i nie próbuj schodzić ze szczytu najkrótszą drogą w kierunku dna doliny i twierdzy. Mimo, że wydaje się to rozsądne (bo droga krótka i nie ma wodospadów do sforsowania) to rzeczywistość brutalnie weryfikuje oczekiwania. Za pierwszym razem spuściłem się w dół na szagę i musiałem nieźle nagimnastykować się w dolnych partiach zboczy, które są wyłożone niemal pionowymi warstwami litych skał. Nie jest to przyjemne ani bezpieczne. Wróciłem bogatszy o kilka zadrapań i lekką kontuzję. No cóż, testowanie na sobie nowych szlaków ma swoje prawa a takie “atrakcje” są wpisane w jego cenę.

Ze wzgórza najpierw schodzisz tą samą drogą. Po gruntówce dochodzisz do osi doliny równoległej do grzbietu, którym szedłeś z Bagineti. W tym miejscu droga odbija w lewo, ku pobliskiej wiosce Karsani. Porzucasz ją i odbijasz w prawo, na ścieżkę, która gęstym lasem sprowadza Cię do koryta strumienia Armazisckali. Rozcina on lite skały tworząc głęboki, klimatyczny wąwóz. W pobliżu miejsca, w którym ścieżka dociera do rzeczki znajdziesz wiele miejscówek używanych do biwakowania, rozpalania ognia i ucztowania na łonie natury. Stąd aż do stóp ostańca dźwigającego twierdzę Armazisciche będziesz wędrował po dnie potoku lub nieco wyżej, po zboczach przylegających do koryta. Kiedy byłem na szlaku w lipcu i listopadzie ilość wody była dość symboliczna i w żaden sposób nie utrudniała marszu. Natomiast w maju przyszła gwałtowna burza, która zamieniła leniwe stróżki wody w ryczący potok. Potencjał Armazisckali najlepiej widać na zerodowanej powierzchni skał, które nie mają najmniejszych szans w starciu z tak mocnym i konsekwentnym żywiołem.

Pierwszy odcinek wędrówki korytem Armazisckali biegnie na północ i jest najtrudniejszy. Wyzwaniem są wspomniane już wcześniej przeze mnie progi skalne, które tworzą malownicze, ale i trudne do sforsowania wodospady. Nawet kiedy strumyk praktycznie wysycha to i tak będziesz miał mnóstwo zabawy z pokonaniem skał. No właśnie, dla mnie takie przeszkody to świetna atrakcja, ale znam osoby, dla których pokonanie tych progów zdecydowanie wykracza poza sferę komfortu i zamiast entuzjazmu i radości są autentycznie przerażone i mają “śmierć w oczach”. Nawet jeśli masz zaprawę w pokonywaniu progów musisz być ostrożny. Kiedy mokro i ślisko łatwo o tragiczny wypadek, a w wąwozie brakuje zasięgu sieci komórkowej. Skalne schody mają na moje oko do 10 m wysokości. Najczęściej trzeba szukać obejścia po prawej lub lewej stronie chwytając się drzew. Niektóre stopnie łatwiej pokonać po skałach, w korycie strumienia. Technika przejścia danego progu zmienia się w czasie i zależy od poziomu wody i wegetacji.

Ostatni wodospad znajdziesz na ostrym zakręcie, na którym koryto zaczyna biec na zachód. Teraz po prawej stronie widzisz ustawione na sztorc skały, którymi przyszło mi  niegdyś skracać sobie drogę spod kościółka św. Nino. Nie budzą one zaufania.

Korytem Armazisckali wkrótce dochodzisz do podnóża ostańca erozyjnego, przy którym główny strumień skręca gwałtownie w prawo i przebija się przez wąską szczelinę w skałach. Nie wchodź tam, bo nawet w “porze suchej” stoi woda, która prawdopodobnie wypełnia głęboki kocioł. Zamiast w prawo idź na lewo, w boczną dolinkę. Po kilku minutach spaceru dnem doliny odbij w prawo i zacznij piąć się po stromym zboczu, na ostańcowy grzbiet, na którym stoją ruiny zamku Armazisciche. Po wejściu na oś grzbietu odbij w prawo a szybko znajdziesz się pod jej murami. Same ruiny nie robią takiego wrażenia jak ich usytuowanie. Głęboki wąwóz i strome zbocza przez setki lat pomagały obrońcom odpierać ataki wroga. To właśnie walory obronne Armazisciche (i Bagineti) zapewniały dobre warunki do rozwijania tu głównego ośrodka politycznego wschodniej Gruzji (Iberii), zanim jeszcze powstała Mccheta. Jednak w VII w. Arabowie zajęli i zniszczyli Armazisciche, tak samo jak zwiedzane na początku szlaku Armazi-Bagineti. Po tej klęsce Armazisciche i Armazi-Bagineti już się nie podniosły.

Po zwiedzeniu ruin schodzisz z grzbietu po stromej ścieżce biegnącej po zachodniej stronie murów. Potem idziesz w dół doliny Armazisckali, po wyraźnie wydeptanym trakcie. Odcinek szlaku od ruin do jego końca jest dość często uczęszczany (jak na gruzińskie standardy). W listopadzie 2013 r. spotkałem pokaźną grupę sympatycznych gruzińskich studentów, którzy w plenerze (poprzez suprę) obchodzili święto Giorgoba (23 XI).

W odległości ok. 0,5 km za twierdzą ścieżka przeskakuje na prawą stronę strumienia i biegnie obok wydajnego źródła Armazisckaro, z którego możesz spokojnie pić. Za źródłem staraj się wędrować blisko strumienia, aby nie przegapić przeprawy (bez kładki) na przeciwny brzeg. Dalej ścieżka biegnie wzdłuż strumienia. Czasem skarpami przy korycie, ale częściej jego dnem.

Jeśli znajdziesz czas i chęci to możesz zajrzeć do zabytkowego klasztoru Gacmendili (Armazi). Położony jest kilka minut od szlaku a zejście do niego jest dość wyraźnie oznaczone.

Wychodząc z doliny strumienia Armazisckali przecinasz tory kolejowe, które musisz przejść uważnie, bo ruch na nich spory. Z nasypu kolejowego schodzisz wprost na szosę, za którą stoi

restauracja Armazisckaro.

Bagineti - Armazi profil terenu

Profil hipsometryczny szlaku Bagineti – Armazi.

A teraz czas na zdjęcia.

 

Armazi Bagineti in Georgia


Armazi Bagineti to stanowisko archeologiczne na samym początku szlaku. Można zobaczyć tu zarówno, odsłoniete kwewri, fundamenty i posadzki pałacowe z okresu antycznego, jak i ruiny późniejszych świątyń.

Jvari Dżwari - monastyr UNESCO

Idąc grzbietem na zachód warto czasem obejrzeć się za siebie, by zobaczyć z innej perspektywy najbardziej znany klasztor w Gruzji – Dżwari (Jvari).

Mccheta Mtskheta in Georgia

Miałem ogromne szczęście. W pewnym momencie słońce wyjrzało na chwilę zza chmur i oświetliło historyczne centrum starożytnej stolicy Gruzji. Przyznasz, że Mccheta (Mtskheta) ciekawie prezentuje się przy tak niezwykłym oświetleniu i z tak nietypowego miejsca.

trekking w rejonie Tbilisi

Trekking w okolicach Tbilisi i Mcchety. Wystarczy znaleźć się tak niedaleko od miasta, by doświadczyć tak bliskiego kontaktu z górami i przyrodą.

oznakowane szlaki turystyczne w Gruzji

Rzut oka na północny-zachód z grzbietu. W dole najpotężniejsza rzeka Gruzji – Mtkwari (Mtkvari). Tymczasem na skale widać jeden z kilku znaków, jakie spotkałem na szlaku. Wygląda jak oznaczenie przygotowane z myślą o turystach. Jednak coś mi tu nie pasuje. Poza kilkoma plamami farby nie ma niczego na potwierdzenie tezy o przygotowaniu szlaku. Ścieżka jest umowna i pojawia się tylko miejscami (na odcinku Bagineti – kościół św. Nino), brakuje tablic informacyjnych i drogowskazów, a przede wszystkim jakiejkolwiek świadomości takowej atrakcji w punkcie informacji turystycznej, który mieści się w Mcchecie.

 

trekking in Georgia view

Widoki z wierzchołków zachęcają, by przysiąść na skale, odprężyć się i odetchnąć pełną piersią.

 

Nino church Mtskheta

W odległości 2,5 km od wykopalisk oś grzbietu zamienia się w skalistą grań. Nie ma jakichś szczególnych trudności, ale krajobraz staje się coraz bardziej malowniczy. Nieco po prawej od zdobywcy szczytu dojrzysz sylwetkę kościoła (rozmiarowo bardziej kaplicy) p.w. św. Nino – patronki Gruzji. Zabytek stoi on na najwyższym punkcie całej trasy.

trail in Tbilisi

Za szczytem trzeba zejść na przełęcz za którą wyrasta wierzchołek dźwigający kościół św. Nino.

 

Mtkwari Mtkvari in Georgia

Grzbiet z prawej (północnej) strony opada urwiskami. Wrażliwi niech trzymają się w odpowiedniej odległości od krawędzi.

A tak prezentuje się w promieniach listopadowego słońca skalisty szczyt na trasie, widziany spod murów kościoła św. Nino.

Jvari in Mtskheta - Georgia

Tym razem obrazek z lipcowego trekkingu. Przez lukę w koronach drzew można zobaczyć zachód słońca odbijający się w murach klasztoru Dżwari (Jvari) oraz skałach przebytego grzbietu.

Saitnt Nino Church

Kościół, a właściwie kaplica, poświęcona Nio, która nawróciła Gruzję. Jedynie 45 metrów brakuje by przekroczyć pułap 1000 m n.p.m. Jesteśmy zaskakująco nisko. Jak na Gruzję oczywiście.Landscape of Georgia

Im bliżej zachodu słońca tym ciekawsze stają się krajobrazy.k

Po drugiej stronie rzeki Mtkwari szczerzą się zerwy, w których swoje cele mają mnisi. Tuż poniżej najwyższej ściany schowany jest słynny kompleks klasztorny – Sziomgwime (Shiomgvime).

Armazistskali armaziskhevi

Ostatni i najniższy stopień skalny w korycie Armazisckali. Spotkasz go w miejscu, gdzie strumyk skręca nagle pod kątem 90 stopni w kierunku twierdzy.

Udostępnij:
Napisane przez Krzysztof Dąbrowski
Krzysztof Dąbrowski